22 maja 2022

Katastrofy lotnicze, które wstrząsnęły piłką

5 min read
emiliano sala pilot

Katastrofy lotnicze nie omijają świata piłki nożnej. We wrakach rozbitych samolotów ginęli zawodnicy najlepszych klubów świata. Najnowsza tragedia to nie do końca wyjaśnione okoliczności, w jakich zginął argentyński piłkarz Emiliano Sala. Pilot awionetki przewożącej napastnika również nie przeżył katastrofy. Przypominamy najbardziej tragiczne wypadki lotnicze z udziałem gwiazd piłki nożnej – sytuacje, w których piłkarz zmarł z powodu awarii maszyny lub błędu załogi.

Torino FC i zderzenie ze ścianą bazyliki

Jedną ze słynnych drużyn piłkarskich dotkniętych katastrofą lotniczą zostało Torino FC. Pod koniec lat 40. ta włoska drużyna uchodziła za jedną z najlepszych na świecie. Wygrywała mistrzostwa Włoch, a jej piłkarze stanowili o sile reprezentacji. Piękna historia zespołu zwanego “Grande Torino” została nagle przerwana 4 maja 1949 roku.

Tego dnia 18 piłkarzy drużyny wracało samolotem z Lizbony po meczu z tamtejszą Benfiką. W Turynie zastały ich trudne warunki pogodowe i niewielka widoczność. Przed podejściem do lądowania piloci musieli więc znacznie obniżyć pułap lotu. Niestety, ten manewr skończył się fatalnie – samolot uderzył w ściany marmurowej bazyliki na wzgórzu Superga. Maszyna zupełnie się roztrzaskała, zginęło 31 osób – wszystkie, które przewoziła. Wśród nich byli piłkarze Torino ze znakomitym Valentino Mazzolą oraz sztab szkoleniowy i dziennikarze. Z kadry pierwszego zespołu ocalała tylko dwójka piłkarzy, która nie poleciała do Portugalii. Po katastrofie prowadzącemu w ligowej tabeli Torino przyznano mistrzostwo kraju. Kolejne klub wywalczył dopiero w 1976 roku.

Manchester United – katastrofa w Monachium

6 lutego 1958 roku to z kolei najczarniejszy dzień w historii Manchesteru United. Tego dnia angielska drużyna wracała samolotem z meczu Pucharu Europy z Crveną Zvezdą Belgrad. Znajdujący się na pokładzie piłkarze, kibice i pracownicy klubu mogli świętować awans do półfinału. Liczyli na świetlaną przyszłość młodego zespołu, od nazwiska trenera określanego mianem “Dzieci Busby’ego”. Samolot wylądował w Monachium, by zatankować przed podróżą do Anglii.

piłkarz zmarł

Tego dnia w Bawarii obficie padał jednak śnieg. Przy trzeciej próbie startu samolot wypadł z pasa startowego, przerwał ogrodzenie lotniska i uderzył o pusty budynek. Przyczyną katastrofy było zalegające na lotnisku błoto pośniegowe. W wyniku wypadku zginęły 23 osoby, w tym ośmiu zawodników – jeden piłkarz zmarł po 15 dniach w szpitalu z powodu odniesionych obrażeń. Przeżyli natomiast trener Matt Busby oraz napastnik Bobby Charlton. Ten drugi osiem lat później zdobył mistrzostwo świata, a w 1968 roku wygrał z Manchesterem United Puchar Europy.

Reprezentacja Zambii i dramat w Gabonie

Na mecz eliminacji mistrzostw świata z Senegalem nigdy nie doleciała reprezentacja Zambii. Na przełomie lat 80. i 90. ten afrykański kraj dysponował niezłą drużyną piłkarską, ale brakowało pieniędzy, by latać na mecze wyczarterowanymi samolotami. Dlatego Zambijczycy często podróżowali na mecze kilkunastoletnią wojskową maszyną. Lecąc na mecz do Dakaru, zatrzymali się na tankowanie w Libreville, stolicy Gabonu. 27 kwietnia 1993 roku, niedługo po starcie z lotniska, samolot z piłkarzami na pokładzie runął do morza. Wszyscy pasażerowie, w tym selekcjoner i cała drużyna, zginęli.

Przeżyli ci, którzy na mecz mieli dolecieć z Europy – między innymi Kalusha Bwalya. Zawodnik PSV Eindhoven zdradził, że samolot miał problemy już wcześniej, a wśród piłkarzy karierę robiło powiedzenie, że pewnego dnia… “ta maszyna ich zabije”. Przyczyną katastrofy była awaria i błąd pilota – po starcie zapalił się jeden z silników, a pilot przez pomyłkę wyłączył ten sprawny. W 2012 roku reprezentacja Zambii odniosła największy sukces w historii, wygrywając Puchar Narodów Afryki. Dokonała tego na stadionie w Gabonie, niedaleko miejsca tragicznego wypadku.

Chapecoense – katastrofa przed finałem

Katastrofy w przestworzach nie omijają jednak świata futbolu również w XXI wieku. 28 listopada 2016 roku przeżył ją brazylijski klub AC Chapecoense. Jego drużyna leciała na pierwszy mecz finałowy Copa Sudamericana, czyli drugich najważniejszych rozgrywek klubowych w Ameryce Południowej. Rywalem Brazylijczyków miało być kolumbijskie Atletico Nacional, samolot miał wylądować w Medellin.

Kilkadziesiąt kilometrów od lotniska maszyna zniknęła jednak z radarów. Wcześniej załoga zgłaszała awarię układu elektrycznego. Ostatecznie samolot rozbił się w górach 18 kilometrów od lotniska, prawdopodobnie z powodu zużycia całego paliwa. Zginęło 71 z 77 osób lecących maszyną, w tym 20 piłkarzy. Po katastrofie działacze Atletico Nacional zaapelowali do południowoamerykańskiej federacji, by przyznać Chapecoense trofeum Copa Sudamericana – tak też się ostatecznie stało.

Wypadek nad kanałem La Manche – zginął Emiliano Sala, pilot bez licencji

W ostatnich latach do dwóch wypadków lotniczych z udziałem osób związanych z piłką nożną doszło także w Wielkiej Brytanii. Ofiarą pierwszego został Vichai Srivaddhanaprabha, właściciel klubu Leicester City, występującego w angielskiej Premier League. Zginął wraz z czterema innymi osobami na pokładzie własnego helikoptera niedługo po zakończeniu ligowego meczu z West Ham. Wieczorem 27 października 2018 roku maszyna z powodu awarii runęła na klubowy parking.

Długo nikt nie potrafił natomiast dokładnie wyjaśnić, co stało się z Emiliano Salą. Argentyński napastnik zimą przeniósł się z francuskiego FC Nantes do walijskiego Cardiff City. 21 stycznia 2019 roku poleciał do Wielkiej Brytanii, by dołączyć do nowych kolegów. W nocy, w czasie przelotu nad kanałem La Manche, awionetka, którą podróżował, zniknęła jednak z radarów. Wcześniej piłkarz poinformował rodzinę, że samolot, którym leci, nie jest w najlepszym stanie.

Poszukiwania zaginionej w tajemniczych okolicznościach maszyny trwały przez kilkanaście dni. Ostatecznie wrak odnaleziono 3 lutego na dnie kanału La Manche nieopodal wyspy Guersney. Śledczy ustalili, że samolot przed wypadkiem obrócił się o 180 stopni i runął z wysokości kilkuset metrów. Piłkarz zmarł, jego ciało odnaleziono cztery dni później. Śledztwo wykazało, że pilot awionetki, David Ibbotson, nie miał uprawnień do komercyjnych przelotów. Jego ciała nie odnaleziono. Sekcja zwłok Sali wskazała z kolei na możliwe zatrucie zawodnika tlenkiem węgla tuż przed katastrofą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.